• facebook
  • rss
  • Odwaga, misja, wiara

    oprac. ks. Włodzimierz Piętka

    |

    Gość Płocki 42/2013

    dodane 17.10.2013 00:00

    Trzech księży z naszej diecezji rozpoczyna jesienią pracę duszpasterską daleko od Polski. dokąd jadą i dlaczego tak daleko – sami opowiedzą.

    Ks. Jacek Kędzierski

    Wraca na misje do Ameryki Łacińskiej, tym razem do Urugwaju. Jestem księdzem od 16 lat, ostatnio pracowałem jako dyrektor Katolickiego Radia Ciechanów. Chyba połknąłem misyjnego bakcyla, bo w każdym, kto był na misjach, pozostaje jakieś niezatarte wspomnienie. Ja przez pięć lat pracowałem w peruwiańskim Iquitos. Teraz udaję się do pracy do Urugwaju, do diecezji Minas. O misjach zacząłem myśleć, gdy studiowałem w Hiszpanii. Byli tam ze mną studenci z krajów Ameryki Łacińskiej, którzy wiele opowiadali o swych ojczyznach. Wiem, że jadę do kraju, w którym istnieją już struktury Kościoła i parafie. Z pewnością wyzwaniem dla mnie będą niełatwe zwyczaje panujące w Urugwaju: laickość państwa, liberalne prawo, wyraźny rozdział Kościół–państwo. Kraj zamieszkuje głównie ludność pochodzenia hiszpańskiego, nie ma tam autochtonów. Zabiorę ze sobą trochę rzeczy osobistych, Pismo Święte po hiszpańsku. Proszę o modlitwę. Choć od Polski będzie mnie dzieliła wielka odległość, to jednak duchowa jedność i kontakt z ojczyzną będą żywe.

    Ks. Paweł Stanios

    Wyjeżdża do pracy misyjnej do Iquitos w Peru. Misjonarz przez moc swojego zawierzenia, przez prostotę nauczania i działań jest dla nas żywym znakiem tego, że ludzie zawsze bardziej wierzą świadkom aniżeli nauczycielom; bardziej ufają doświadczeniu aniżeli doktrynie; bardziej porywa ich ewangeliczna jakość życia aniżeli piękne gesty – powiedział bp Piotr Libera, wręczając krzyż misyjny ks. Pawłowi Staniosowi. – Jestem księdzem od 5 lat, pracowałem w parafii Matki Bożej Fatimskiej w Ciechanowie i św. Mikołaja w Gąbinie. Przez ostatni rok przygotowywałem się do pracy misyjnej w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie. Wiosną tego roku w Gnieźnie otrzymałem krzyż misyjny. Już w seminarium myślałem o misjach, odwiedzałem misjonarki miłości matki Teresy z Kalkuty, księży pracujących we Francji i w Rosji i dzięki temu lepiej zrozumiałem, że Kościół jest powszechny. Myślałem o wyjeździe do Wenezueli albo do Peru, bo tam już pracują księża z naszej diecezji. Dlatego już wcześniej zacząłem naukę hiszpańskiego. W Ośrodku Formacji Misyjnej przygotowywałem się do wyjazdu duchowo, intelektualnie i wspólnotowo. Codziennie była adoracja Najświętszego Sakramentu, nauka języka i częste spotkania z misjonarzami. Przez ten rok prosiłem Boga o łaskę wolności od rzeczy i od ludzi, bo przecież dosłownie zostawiam wszystko i wszystkich. Ten pobyt w ośrodku służył przede wszystkim pogłębieniu mojej wiary i relacji z Jezusem, bo On nas nie zostawi. Tuż przed wyjazdem odprawiłem rekolekcje ignacjańskie. Dotknęły mnie wtedy szczególnie słowa: „Jestem z tobą, nie bój się” oraz „Troszczcie się wpierw o królestwo Boże, a wszystko inne będzie wam dodane”. Zabieram do Peru wiarę w Boga i moją osobistą relację z Jezusem. Biorę niezbędne dokumenty i rzeczy osobiste, które zmieściły się w dwóch walizkach. Jadę tam z nadzieją. Zachęcam do wspierania nas przez dzieło patronatu misyjnego, czyli przez modlitwę, codzienną Mszę św. i częstą spowiedź, oraz od czasu do czasu przez materialne wsparcie. Wiem, że już ktoś z parafii w Gąbinie, gdzie ostatnio pracowałem, chce mi w taki sposób pomagać. Wszystkich proszę serdecznie o modlitwę. Liczę na nią!

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół