• facebook
  • rss
  • Jesteśmy z „katolika”

    Agnieszka Małecka

    |

    Gość Płocki 40/2013

    dodane 03.10.2013 00:00

    Od Niższego Seminarium Duchownego diecezji płockiej do obecnego zespołu szkół koedukacyjnych wiodła długa droga przemian. Ale od niemal 100 lat wartości i cele pozostały niezmienne.

    Uczniowie sami sobie urządzili sypialnie i sale wykładowe, nawet kaplicy zaczęli przywracać jej pierwotny wygląd – tak o pierwszych powojennych miesiącach w płockim NSD pisał jego ówczesny dyrektor ks. Bolesław Strzeszewski. Dzisiaj w niepublicznym katolickim gimnazjum i liceum wszystko czeka na nich od pierwszego dzwonka. Obecni uczniowie szkół w Sikorzu cenią sobie indywidualne podejście i rodzinną atmosferę. Mówią, że po sześciu latach można się tu poczuć jak w domu. Za trzy lata tę społeczność czeka wielka uroczystość – stulecie szkoły założonej przez samego bł. abp. Nowowiejskiego.

    Krótszy dystans

    – Wszystko, czego po tej szkole oczekiwałem, znalazłem. Znajomi, którzy uczą się gdzie indziej, opowiadają mi, że u nich nauczyciele w inny sposób podchodzą do ucznia. Nie interesuje ich, czy ma on coś do powiedzenia. U nas nauczyciele podchodzą indywidualnie. Jeżeli czegoś nie zrozumiem, zawsze mogę zapytać – opowiada Kamil Wójcik, licealista. Wtórują mu inni. – Po kilku latach spędzonych w tej szkole i jej internacie nauczyciele znają bardzo dobrze nas i nasze możliwości. Nie jesteśmy dla nich anonimowi, tak jak bywa to w innych szkołach – dodaje Michał Stanisławski z III klasy. – Nie jesteśmy jakoś zamknięci, zaszufladkowani. Pozwalają nam się na tyle rozwijać, na ile tylko możemy – przekonuje kolejny licealista. Na pewno sprzyja temu kameralny charakter zespołu szkół w Sikorzu, gdzie obecnie uczy się około 150 osób w siedemnasto-, osiemnastoosobowych oddziałach. Stosunkowo nowy i wielki gmach mieści w sobie nie tylko sale lekcyjne, pracownie, kaplicę, stołówkę, ale także część internatową – w oddzielnych skrzydłach dla chłopców i dziewcząt. Obie szkoły nie są molochami, gdzie uczeń staje się anonimowym trybikiem. W parze z tym idzie zmniejszanie dystansu między nauczycielem i wychowankiem. Jak przyznają licealiści, łatwiej tu o rozmowę z dyrekcją. I nie chodzi tu wcale o pójście na dywanik.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół