• facebook
  • rss
  • Śladem męczenników

    ks. Włodzimierz Piętka

    dodane 22.05.2013 14:32

    Około 300 osób wyruszyło w pielgrzymce do miejsca męczeństwa płockich biskupów męczenników: abp. Antoniego Juliana Nowowiejskiego i bp. Leona Wetmańskiego.

    Pielgrzymka wyruszyła z sanktuarium Matki Bożej Żuromińskiej, z rodzinnego miasta bł. bp. Leona Wetmańskiego. Szli przede wszystkim młodzi: uczniowie szkół w Żurominie, Zielonej, Zawidzu i Słupi. 300 pielgrzymów prowadził ks. Tomasz Kaszanek, wikariusz parafii św. Antoniego w Żurominie. Byli z nimi inni księża, wśród nich – ks. Janusz Nawrocki, który 6 lat temu zapoczątkował piesze pielgrzymki do Działdowa.

    Po raz pierwszy pielgrzymi nie mogli wejść na teren byłego obozu koncentracyjnego, przed główny budynek, na którym znajdują się tablice upamiętniające biskupów męczenników. Teren ten jest zamknięty, na bramie wisi kłódka i tablica informacyjna: „Strefa niebezpieczna. Nieupoważnionym wstęp wzbroniony”.

    Uczestnicy pielgrzymki zatrzymali się więc nieopodal tego miejsca, na terenie, który obecnie należy do Hufca ZHP Działdowo, nieopodal stacji kolejowej. Stamtąd było dobrze widać były apelowy plac i popadający w ruinę budynek byłego obozu koncentracyjnego. Na ścianie budynku hufca, który w czasie wojny również należał do obozu, zbudowano ołtarz. Harcerze umieścili krzyż, duże obrazy biskupów męczenników i obozowy pasiak, przywieziony na tę okazję ze zbiorów prywatnych jednego z żuromińskich nauczycieli historii.

    – Działdowo jest ważnym węzłem komunikacyjnym. Niestety, w czasie wojny i zaraz po niej stało się też miejscem męczeństwa bardzo wielu naszych rodaków. Przez hitlerowski obóz przeszło niemal 50 tysięcy osób, około 20 tysięcy zostało zamordowanych. Od stycznia do października 1945 r. istniał tu obóz NKWD. W ciągu kilku zaledwie miesięcy zaginęło w nim około 20 tysięcy osób – opowiadał jeden z harcerzy. Opisał również, jak wyglądał obóz w czasie wojny i jakie było przeznaczenie budynków, które do dziś istnieją.

    Mszy św. przewodniczył ks. Kazimierz Kowalski, dziekan żuromiński a homilię wygłosił ks. Janusz Nawrocki, proboszcz parafii św. Jakuba w Słupi. Przypomniał świadectwo jednego z więźniów Wilhelma Sowy, który był świadkiem tortur i próby przymuszenia biskupów z Płocka, aby znieważyli krzyż. – Tu nasi biskupi, wręcz piszczeli z bólu, tak byli męczeni, ale nie podeptali krzyża. Byli świadkowie, którzy to widzieli – mówił w czasie Mszy św. ks. Nawrocki. -  Wśród więzionych tu, był też proboszcz Słupi, ks. Czesław Rogalski. Parafianie prosili go, aby chodził bez sutanny, a wtedy może ocaleje. On wtedy powiedział: „Nie wtedy sutanna, gdy dobrze”. Od nich uczymy się dziś chodzić za krzyżem. Ten znak przecież nie dzieli, on zawsze prowadzi. Tu chcemy powiedzieć, że nie wolno człowiekowi zabronić, aby mówił „wierzę” – mówił ks. Nawrocki. Zwrócił uwagę, że przez sześć lat z Żuromina do Działdowa przyszło pieszo około 1500 pielgrzymów.

     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół