• facebook
  • rss
  • Dwór w pradolinie Wisły

    Ks. Radek Dąbrowski

    |

    Płocki 45/2012

    dodane 08.11.2012 00:00

    Dzieje Studzieńca to źródło „rasowych” legend: jest o pokutujących duchach, niewyjaśnionych cudach i skarbach ukrytych w piwnicy.

    O pałacu w Studzieńcu (będącym rodową siedzibą najpierw Studzieńskich, a potem Skarżyńskich) mówiło się przed wojną, że był ozdobą ziemi gostynińskiej. Zasłyszane w cieniu arkad remontowanego domu historie można opowiadać bez końca. Tutaj zmieszczą się tylko trzy.

    Na pierwszym miejscu warto wyjaśnić genezę przydrożnej groty z figurą Matki Bożej z Lour- des. Wzniesiono ją około 1907 r. naprzeciwko pałacu, w miejscu, gdzie wystrzelił wysoki na kilkanaście metrów gejzer wody. Woda zaczęła zalewać okoliczne pola i ogród przypałacowy, toteż właściciel musiał zbudować system kanałów, by uregulować wartki strumień, a w miejscu źródła ułożył kamienną grotę. Woda miała podobno lecznicze właściwości, a jej temperatura była stała, niezależnie od pory roku. Przy tej grocie cała rodzina dziedzica oraz mieszkańcy Studzieńca aż do ostatniej wojny odmawiali październikowy, codzienny Różaniec.

    Spotkanie z pokutnikiem

    Druga z kolei opowieść zasłyszana w Studzieńcu to klasyczne podanie ludowe. Było to w czasach, gdy chłopi musieli odrabiać pańszczyznę, czyli przymusowo pracować określoną liczbę dni w tygodniu na roli ich właściciela. Na tych, którzy za słabo pracowali, czekały więzienie, chłosta, dyby lub inne wymyślne tortury. Bywało, że umęczeni włościanie nie mieli czasu na uprawę własnych, wydzielonych im spłachetków ziemi, które żywiły ich rodziny. Toteż własne prace rolne często wykonywali do późnej nocy.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół