• facebook
  • rss
  • Jaś na oazie

    tekst i zdjęcia Agnieszka Małecka agnieszka.malecka@gosc.pl

    |

    Gość Płocki 31/2012

    dodane 02.08.2012 00:00

    Wiara. Po milczącym obiedzie można było zobaczyć scenę, która jest spełnieniem marzeń każdej mamy: dzieci grzecznie odnosiły swoje talerze i szklanki do kuchni.

    Jeżeli w ogóle można i warto od czegoś się uzależnić, to takim czymś jest oaza. A że uzależnia, przekonują mali uczestnicy piętnastodniowych rekolekcji wakacyjnych w Golądkowie, w parafii Winnica. Od połowy lipca do pierwszych dni sierpnia przeżywali Oazę Dzieci Bożych, prowadzoną po raz piąty przez ks. Marka Pszczółkowskiego. Ksiądz moderator zapewnia, że ODB może być dobrym punktem wyjścia dla formacji oazowej. W Golądkowie znalazły się także dzieci, które nie miały wcześniej styczności z Ruchem Światło–Życie, nie brały udziału w całorocznej pracy formacyjnej, ale po powrocie do domu chcą uczestniczyć w regularnych spotkaniach grupy oazowej, jeśli taka istnieje w ich parafiach.

    W każdym razie są u początku wspaniałej drogi, zaproponowanej przez sługę Bożego ks. Franciszka Blachnickiego, której rezultatem jest „nowy człowiek w Chrystusie” i dojrzały chrześcijanin. Niektórzy, tak jak Ola z parafii Zatory, są tu po raz trzeci czy czwarty i powoli dorastają, by wyruszyć na Oazę Nowego Życia; dawni uczestnicy ODB już tam wyruszyli. – Nazywam ODB wakacjami z Bogiem, na których chcemy poprzez zabawę i pewne obowiązki uczyć dzieci wartości. Może być ona pomocą wychowawczą dla rodziców, bo przez 15 dni pewne rzeczy zostają przepracowane – mówi ks. Marek. A wiadomo, że czego mały Jaś doświadczy i czego się nauczy, tego dorosłemu Janowi się nie odbierze. Telefony w odstawkę Kiedy „Gość” w pewne słoneczne popołudnie zagląda na chwilę na rekolekcje w Golądkowie, właśnie trwa obiad w stołówce internatu szkół rolniczych, gdzie mieszkają oazowicze. W sali słychać jednak tylko brzęk sztućców i muzykę w tle, a ponad 30 osób je posiłek w ciszy. Niedługo zagadka się wyjaśnia; właśnie rozpoczynają się dni, w których rozważane są tajemnice bolesne Różańca. Po milczącym obiedzie (a nie było łatwo, bo jak dzieci same przyznają, w południe mają najwięcej energii) można zobaczyć widok, który jest spełnieniem marzeń każdej mamy: oazowicze grzecznie odnoszą swoje talerze i szklanki do kuchni. A za chwilę już mogą wyładować energię, bo rozpoczyna się czas rekreacji przed popołudniowym blokiem zajęć. Zapytane, czy nie brakuje im telewizji, komputera (co równoważne jest dla nich z Facebookiem), odpowiadają: „nie” albo: „może trochę, na początku”. Co więcej, gdy rozważane są tajemnice bolesne, w odstawkę idą telefony komórkowe, poza krótkim czasem w ciągu dnia. I okazuje się, że i to wyrzeczenie jest możliwe do podjęcia. – Niektórzy z oazowiczów sami poprosili rodziców, by nie dzwonili do nich, bo oddali telefon na całe pięć dni; przy czym dorośli w każdej chwili mogą skontaktować się z kadrą – mówi animatorka Ania Ostrowska. Rezygnując na krótki czas z pewnych rzeczy, które wrosły w ich codzienność, mali oazowiecze odkrywają jednak wartości niematerialne i nieporównywalnie ważniejsze. – Tu jest taka domowa atmosfera, jesteśmy jedną wielką rodziną – mówią w rozmowie z „Gościem”.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół